czwartek, 26 listopada 2015

Rozdział XXII "Życie pierwsze: Brenna"

               Nowo przybyłą do Pałacu dziewczynką była Brenna, pierwsze wcielenie duszy Deirdre. Złamane serce Lokiego szybko zostało przez nią posklejane, bowiem bardzo przypominała mu zmarłą przyjaciółkę.
               Bywały jednak dni, w których Loki nie bywał pogodnym, roześmianym dzieckiem. Fandral był do huśtawek nastroju przyjaciela wyraźnie przyzwyczajony i nie robiły one na nim większego wrażenia. Dla niej jednak było to coś nowego, coś, czego nie była w stanie pojąć. Ułomność, której powinien się wstydzić. Czemu książę miał popadać w chwile nostalgii, gdy nie było do niej powodów? Zawsze posiadał masę pomysłów, jak zrobić na złość starszemu bratu i nigdy nie miał zahamowań, by wcielać plan w życie. Jego rodzice również sprawiali wrażenie wyjątkowo wyrozumiałych, mimo iż byli najwyżej postawionymi ludźmi w hierarchii i wydawać by się mogło, że takie występki były nie na miejscu. A one uchodziły w większości płazem zarówno jednemu, jak i drugiemu. Oczywiście zdarzały się pewne wyjątki.
               Pewnego dnia dzieci naraziły się sporym spóźnieniem na lekcję prowadzoną przez Friggę. Wszechmatka jednakże okazała zrozumienie spowodowane przepiękną, słoneczną pogodą, niezakłóconą nawet najmniejszą chmurką. Gdy zajęli swoje miejsca, Lokiemu wcale nie uśmiechało się przesiedzieć wyznaczony czas oraz karne dwadzieścia minut więcej w ławce. Siedział więc i nie zwracając większej uwagi na nauczanie matki, myślami wędrował daleko. W końcu wpadło mu do głowy pewne pytanie, którym chciał się podzielić i nie mógł wysiedzieć ani chwili dłużej z obawy, że mógłby je zapomnieć.  Czym prędzej, najciszej jak mógł, oderwał kawałek kartki z tyłu zeszytu i napisał na nim starannie pytanie. Zawiniątko podał Brennie siedzącej po jego lewej stronie, która całą uwagę skupiła na historii Alfheimu.
               „Co byś wolała, żyć jako potwór czy umrzeć jako porządny człowiek?” – głosiła karteczka.
               Dziewczynka spojrzała na niego, a jej oczy rozszerzyły się z przerażenia, a następnie zastanowiła się. Jej zdaniem druga opcja pozostawiłaby większe pole rażenia, choć najbliższe jej osoby pogrążyłyby się w rozpaczy i bólu, to przynajmniej ktoś by ją wspominał. Zawsze na wzmiankę o jej imieniu ktoś uśmiechałby się smutno i kiwał głową, przypominając sobie o tym, co go z nią łączyło.
               Odpisała najzwięźlej jak umiała i oddała pytanie. Patrzyła z oczekiwaniem na Lokiego, którego kącik ust właśnie się unosił, a później dopisał coś szybko i znów podał karteczkę, na której widniał napis rażący w oczy niczym neon:
               „Wolałbym być potworem. Przynajmniej bym przeżył.”
               Brenna chciała to jakoś skomentować, ale w tej chwili karteczka została wyrwana z jej rąk przez Friggę, która przeczytała jej zawartość na głos.
               Fandral zbladł i patrzył z niedowierzaniem na przyjaciela, który siedział teraz naburmuszony.
               - A czy to nie jest prawda? –obruszył się. – Gdyby Deirdre nie była taka delikatna i naiwna, teraz by żyła!
               I to był pierwszy raz, gdy dziewczynka widziała rozłoszczoną matkę Lokiego. Podeszła do niego i chwyciła go za ucho, wyprowadzając przy tym z sali.
               Jeszcze tego samego dnia młody książę stracił chęci na jakiekolwiek wygłupy. Nie przyszedł też na żadną inną lekcję, a jedynie siedział na okrągłym, wiszącym tarasie widokowym, który nie posiadał poręczy, więc można było spuścić nogi, tak by zwisały nad przepaścią, na dole której było wejście do Pałacu. Brenna odszukała go, a gdy ją dostrzegł, wstał. Podeszła do niego, ale to on w końcu całkowicie zmniejszył dzielącą ich odległość.
               Przytuliła go do siebie.
               - Powinieneś wreszcie pogodzić się z jej śmiercią – podjęła temat. – Fandral mi wszystko opowiedział.
               Odsunął się od niej tylko po to, by spojrzeć jej w oczy, nie dowierzając, że to powiedziała.
               - On nie ma o niczym pojęcia – syknął. – Nie ma prawa się w tej sprawie wypowiadać.
               Chciał wejść do środka, gdy jej słowa go zatrzymały.
                - Chcesz powiedzieć, że zaprzeczasz faktowi, iż była ona bezdomna, biedna i głodna oraz mieszkała w najgorszej dzielnicy, jaka może istnieć? To wstyd, że w ogóle takowa istnieje przy potędze, jaką jest teraz Asgard. Ktoś powinien ją całkowicie wyeliminować.
               Chłopiec podbiegł do niej i łapiąc za ramiona, potrząsnął.
               - Jak się nie wstydzisz, ty głupia dziewucho? – Nie odrywał od niej wzroku w celu poszukiwania jakiegokolwiek znaku, że coś opętało jego przyjaciółkę.
               - Taka jest prawda, Loki. I tak nie miała większych szans na przeżycie. W końcu byś o niej zapomniał. – Próbowała mu perswadować. – Jaki miałeś plan? Opuszczać przyszłe obowiązki, żonę, dzieci, kochankę co drugi dzień w wytłumaczeniu, że musisz ją nakarmić? Każdy pies kiedyś zdycha, a ona w najlepszym wypadku, w dodatku dzięki twojej pomocy, mogła zostać co najwyżej pomywaczką w jakimś burdelu.
               W przypływie złości, która nim zawładnęła po bezlitosnych słowach Brenny, Loki pchnął ją tak mocno, że nie przewróciła się od razu, a oddaliła się od niego o kilka kroków, starając się utrzymać równowagę, w trakcie których nadepnęła na długą suknię i potknąwszy się o nią, spadła zza krawędź tarasu.
               Chłopiec w ostatniej chwili zorientował się, co za chwilę się wydarzy, ale nie zdążył nawet wyciągnąć ręki. Później słyszał tylko krzyk jakiejś kobiety, która prawdopodobnie zobaczyła zwłoki. Nie mógł to być przyjemny widok. Nie z takiej wysokości. Ale on mimo tego nie mógł się ruszyć z miejsca, w którym stał.
               Była porządnym człowiekiem i umarła, ale jej osoby nikt nie będzie wspominał, u nikogo nie pojawi się smutny uśmiech na dźwięk jej imienia, wszystko zostanie zatuszowane, tak by nie spadła na jego rodzinę hańba. A on, potwór przeżył. Tylko za jaką cenę?
               Fandral, który widział całe zajście, znienawidził Lokiego. Nie chciał żadnych jego wytłumaczeń, przeprosin czy rozmów. Nie mógł na niego patrzeć.
                Loki uszanował jego decyzję. Nie przychodził, nie rozmawiał, a mijając na korytarzu, nie śmiał nawet spojrzeć mu w oczy. Nie musiał się jednak wysilać długo z odpowiednim zachowaniem. Odyn, jako jedyny z dorosłych znający prawdziwą historię, postanowił przenieść Fandrala do starszej grupy Thora, mając nadzieję, iż chłopiec sobie poradzi, natomiast Loki rozpoczął indywidualne lekcje z matką, która posłusznie przyjęła polecenie męża, mimo że nie rozumiała, jak miałaby dobrze wpłynąć na ich syna izolacja po tak tragicznym zdarzeniu. Nie pytała jednak, nie wypadało niczego kwestionować, nie w tak delikatnej sprawie. Cała farsa nie trwała dłużej niż dwa tygodnie. Wszechojciec postanowił przenieść Lokiego do innej Krainy, za karę bądź w formie odkupienia, gdzie miał szkolić się w magii, co było niecodzienną decyzją. Sądził, że wyjdzie mu to na dobre, nie wiedział, iż bez bliskich osób, w których mógłby znaleźć zrozumienie czy jakiekolwiek wsparcie, zacznie wydostawać się na zewnątrz z wiekiem jego jotuński charakter. Zimny, obojętny, bezwzględny.
               Nikogo z poinformowanych nie zadziwił też wybuch złości Brenny. Skoro była duszą Deirdre, to czy nie powinna mieć tak samo delikatnego i pogodnego charakteru jak ona? Odyn przegapił szansę, by dostrzec w tym magię Badb Cathy, która sprowokowała księcia jej zachowaniem do tegoż jakże okropnego czynu. A wszystko po to, by Kruk w przyszłości widział, jak wiele krzywd może wyrządzić Asgard. Niezależnie na jakiego boga się trafi. Ale Morrigan nie była nikim więcej, jak kolejną osobą, która wybrała życie. Kolejnym potworem, który był w stanie zniszczyć żywot niewinnej osobie, by samemu przeżyć w przyszłości, obciążając przy tym osoby, które nie były niewinne, ale z pewnością nie zawiniły aż w takim stopniu jak ona.