niedziela, 21 września 2014

Rozdział XVIII "Ciepło kominka"

Cieszę się, że mam tak wielu obserwatorów, szkoda jedynie, że tak mało osób komentuje, ale z drugiej strony dziękuję, że są tu stali czytelnicy i komentatorzy, którzy mnie wspierają. To wiele dla mnie znaczy ;)            

                Do treningu zostało im jeszcze trochę czasu, więc Raven wykorzystała moment i poszła sprawdzić, jak się czuła Sif.
                Gdy weszła do jej pokoju, zastała siedzącego obok niej Fandrala trzymającego jej wychudzoną dłoń przy ustach oraz Hoguna, który ze zmartwionym wyrazem twarzy przyglądał się chorej przyjaciółce.
                Pokój wojowniczki przypominał śmietnik. Wokół leżały zakrwawione szmaty oraz papiery, a ich odór przyprawiał dziewczynę o odruch wymiotny. Szybko otworzyła zamknięte okno, nie tylko po to, by pozbyć się odrzucającego zapachu, ale również, by Sif mogła odetchnąć świeższym powietrzem.
                - Nie może ktoś tu tego posprzątać? – zapytała cicho Hoguna.
                - Robimy to bez przerwy. To ona nie przestaje pluć krwią i dławić się nią – powiedział zmęczonym głosem.
                Dziewczyna położyła mu dłoń na ramieniu, a on blado się uśmiechnął i podszedł do Fandrala. Wyszeptał mu coś do ucha, na co wojownik skinął i ucałowawszy dłoń przyjaciółki, wyszedł z przyjacielem, pozostawiając Raven z nią sam na sam.
                Usiadła w miejscu, w którym wcześniej siedział wojownik i spojrzała na białą jak ściana twarz Sif. Jej oczy zawsze duże i żywiołowe, teraz podkrążone i przekrwione, patrzyły się na nią z bólem. Wokół jej spękanych ust pozostawały czerwone od krwi smugi, które dziewczyna szybko przetarła wojowniczce namoczoną w wodzie ściereczką.
                - Chcesz się napić? – spytała niemal szeptem.
                - T-takie głośne… - wyszeptała, patrząc jej prosto w oczy. Raven zauważyła, że miała inny głos.
                - Co takiego? – zapytała, a kobieta zaczęła się rozglądać po pokoju.
                - Skrzydła. W-wszędzie trzepot skrzydeł – powiedziała głośniej i zakasłała krwią. – T-ty też je usłyszysz.
                - Sądzę, że powinnaś się zdrzemnąć. – Chciała się już podnieść, ale Sif złapała ją za rękę i mocno zaciskała i prostowała palce.
                - Znasz te znaki. Przypomnij je sobie, t-tak jak przypominasz sobie jak uczono cię zabijać.
                Raven spojrzała na nią przerażona, wyrywając rękę z jej kościstej, słabej dłoni. Chciała jak najszybciej opuścić ten pokój. Wojowniczka, nie patrząc się na nią, wypowiadała słowa coraz głośniej:
                - Wszystko sobie przypomina, sześć żywot swych przeznacza… Sześć żywot . – Nagle zaczęła się trząść, a z jej nosa wypłynęła krew. Raven, chcąc zawołać pomoc, wybiegła z pokoju, wpadając na Fandrala, który spoglądając na roztrzęsioną dziewczynę, mocno ją do siebie przytulił.
                Serce łomotało jej jak oszalałe i słyszała, jak kobieta krzyczyła, a był to przerażający krzyk, który przenikał całe jej ciało i paraliżował.
                Widziała, jak Hogun wbiegł do pokoju i po chwili dźwięki ucichły.
                - Wstrzyknął jej lek na uspokojenie – wytłumaczył wojownik, szepcząc w jej włosy.
                Zdołała jedynie pokiwać głową, a po chwili ostrożnie odsunęła się od wojownika.
                - Powinnam już iść – powiedziała, nie patrząc na niego.
                - Raven, zaczekaj – zawołał za nią, ale ona się nie zatrzymała.
                Podbiegł do niej i odwrócił ją do siebie.
                - Daj mi szansę.
                - Już jedną ode mnie dostałeś – powiedziała beznamiętnie.
                - I straciłem ją, bo wyjawiłem ci całą prawdę? – zapytał ironicznie.
                Patrzyła na niego przez chwilę, marszcząc brwi.
                - Loki nie mówi o tobie złych rzeczy, mimo że nie przepada za twoją osobą, a ty przetarłeś nim podłogę i jeszcze oplułeś, choć tak bardzo pragnąłeś jego pomocy. Zastanów się nad tym. Może teraz Sif byłaby zdrowa. – Wiedziała, że uderzyła w czuły punkt.

                Trzymała topór za stylisk z twardego drewna, obuchami do dołu i próbowała powtórzyć szybki zamach, który pokazywał jej Loki. Jednakże labrys okazał się wyjątkowo ciężkim narzędziem walki. Mężczyzna tłumaczył jej, iż ta broń jest idealna dla nordyckich bogów, których kręci zabijanie, gdyż dawała im możliwość bliskości z wrogiem, któremu później zadawali głębokie śmiertelne ciosy.
                Złapała oburącz stylisk i włożyła całą siłę, by podnieść topór do góry nad swoje lewe ramię i gdy już miała się zamachnąć, podwójne ostrze przeciążyło ją do tyłu.
                Upadła na plecy, a gdy obróciła głowę w lewą stronę, ujrzała oddalony o centymetr od jej twarzy, wbity w ziemię labrys.
                Przełknęła głośno ślinę, oddychając z ulgą.
                - Jeśli nie chcesz sobie zrobić krzywdy, to zacznij lepiej pracować nad mięśniami.
                Raven prychnęła i skupiła się na złości oraz nienawiści, jaka w niej drzemała. Nie wiedziała czemu, ale te uczucia działały na nią pobudzająco jak na niektórych adrenalina.
                Gdy po raz kolejny chwyciła topór, przeżyła dziwne deja vu, jakby z innego życia. Widziała ogromny teren usypany trupami, pomiędzy którymi walczyła ostatkami sił wroga armia. Uniosła labrys, a obuchy zalśniły w słońcu i gładko weszły w ciało kolejnego mężczyzny, którego krew obryzgała jej twarz. Doskonale znała to uczucie i uwielbiała je.
                Ciężko oddychając, ocknęła się z dziwnej retrospekcji i zobaczyła jak z kukły do trenowania wystaje jedynie drugie ostrze. Odwróciła się w stronę Lokiego, a on podniósł brwi i spojrzał się na nią z uznaniem.
                - Umiesz walczyć jedynie będąc złą? – zapytał rozbawiony.
                - Najwyraźniej…
                - Doprawdy ciekawy z ciebie przypadek – podszedł powoli i wyjął jej broń z manekina. – Może powinienem poszukać czegoś o twoich czarnych oczętach? Skoro ty znalazłaś to, czego szukałaś, to może i ja znajdę?
                - Znów zmieniły barwę? – zapytała zrezygnowana.
                - Owszem i znów podczas treningu.
                Przez chwilę poczuła uczucie niepokoju i jej żołądek zrobił kolejkę górską po jelitach.
                - A teraz wracamy do samych ruchów, bo jeśli będziesz się tak rozpędzać, to skończę jako sałatka dla olbrzymów.
                - Nawet by się zgadzało. W końcu uwielbiasz zielony kolor – prychnęła. – Poza tym, po co mi same ruchy? Jeszcze nie zauważyłeś, że z jakiś chorych przyczyn potrafię walczyć bronią, której nigdy nie miałam w rękach?
                Loki zaatakował, a ona sparowała cios i odepchnęła go.
                - Kto powiedział, że nigdy jej nie miałaś? – podjął temat i spróbował innej techniki ataku.
                - Co. Masz. Na. Myśli? – Ostrza uderzyły o siebie, a bóg, nie chcąc się z nią droczyć, mocno natarł na jej topór i podciął jej nogi, sprawiając, że dziewczyna upadła na ziemię, krzywiąc się.
                - Nie wiem. – Podał jej dłoń i pomógł wstać. – To przez te twoje myśli.
                - Więc rada na przyszłość, nie siedź mi w głowie.

                Nachyliła się i przemyła twarz ciepłą wodą. Gdy osuszyła się małym, beżowym ręcznikiem, spojrzała w lustro zawieszone nad umywalką i westchnęła zrezygnowana. Minęła godzina od treningu, a jej oczy wciąż nie powróciły do normalnego koloru. Martwiła się, nie chciała zostać oszpecona przez to coś. Z tymi źrenicami wyglądała jak potwór. Na szczęście, zawsze wracały do pierwotnej barwy, gdy tylko się uspokajała. Teraz było inaczej. Ale co mogło się zmienić? Nie była już zła ani rozdrażniona… Przynajmniej tak sądziła, a jeśli nie o to chodziło, to o co?
                Kolejnym problemem był fakt, iż nie pamiętała, jak labrys wbijał się w manekina. Pamiętała coś zupełnie innego, czego nigdy nie przeżyła. Jakby rozdwojenie jaźni… Może Sif również miała tak na początku? Może była to jakaś epidemia i ją także niedługo dopadną nieustające bóle głowy?
                Opadła na łóżko i zaczęła powoli rozmasowywać swoje skronie.
                Ale przecież źrenice wojowniczki nie zmieniały koloru… Przynajmniej nie słyszała, by ktokolwiek o tym mówił.
                „O twoich też nie gadają, kretynko” – napomniała się myślach.
                Przekręciła się na brzuch i sięgnęła po księgę, przejeżdżając palcami po ciemnej, miękkiej, skórzanej oprawie. Gdy odsłoniła tytuł, odczytała go, niemo poruszając wargami. „Kruk Bitwy”.
                Serce zaczęło bić jej jak szalone i jeszcze raz spojrzała na nazwę książki. Umiała ją odczytać. Znała ten zapis! Jak mogła tego nie pamiętać? Przecież to runy, stary futhark. Ale dlaczego teraz go sobie przypomniała albo raczej umiała odczytać?
                Przekartkowała strony i otworzyła na pierwszej lepszej.
                „… krążyła nad polem bitwy i przyglądała się śmierci, której widok napawał ją i wykarmiał jej dzieci.”
                Wzięła głęboki oddech i szukała logicznego wyjaśnienia, którego nie było. Nie mogło go być. W końcu leżała na łóżku w Asgardzie, Krainie Bogów tylko dlatego, że posiadała magiczne moce. W jej życiu najwyraźniej nie było miejsca na logikę. Zrzuciła to na źrenice. Nowe oczy, nowe zdolności, nowe spojrzenie na coś, czego nie potrafiła rozszyfrować.

                Siedząc przy ciepłym kominku, który pomogła rozpalić jej służba, czytała linijka po linijce historię kruków, które, jak się okazało nie były zwykłymi ptakami do przekazywania wiadomości, a stworzeniami, które potrafiły myśleć, planować, zabijać.
                Usłyszała delikatne pukanie do drzwi i odwróciła wzrok w tamtą stronę. W drzwiach ujrzała słabo oświetloną przez świecę twarz Fandrala, który delikatnie uśmiechnął się do niej.
                - Przyszedłem w pokojowych zamiarach – zażartował niepewnie.
                Pokazał butelkę wina w swoim ręku i zapytał:
                - Mogę wejść?
                Raven uśmiechnęła się ciepło, ale po chwili szybko straciła humor.
                - Przykro mi, nie możesz – powiedziała z żalem w głosie.
                - Przyszedłem po to, żeby cię przeprosić, chcę, żebyś mi wybaczyła.
                - Nie jestem na ciebie zła, po prostu… to nie jest dobry moment – dokończyła, nie patrząc na boga.
                Podszedł do niej i usiadł obok, opierając się o kanapę. Delikatnie odgarnął jej włosy z twarzy i łapiąc jej podbródek kciukiem, zmusił, by na niego spojrzała.
                - A kiedy taki będzie? Raven, już cię taką widziałem i jesteś równie piękna co i z naturalnym kolorem oczu… - powiedział miękko, nie spuszczając z niej wzroku.
                Spoglądając w jego zielono-niebieskie oczy przez chwilę zapomniała o oddychaniu.
                - Więc, co z tym winem? – zapytała, przerywając napięcie.
                Uśmiechnął się do niej seksownie i podszedł do wysokiej półki, za szybą której znajdowały się kieliszki. Dziewczyna nerwowo zaciskała i rozluźniała dłonie. Jego obecność przyprawiała ją o ten miły dreszcz. Zastanawiała się, czy jego usta są tak miękkie i ciepłe jak jego dłonie i jak to jest znaleźć się w jego silnych, pełnych pożądania objęciach. Wiedziała, że takie myśli sprowadzą na nią zgubę, ale nie mogła przestać o nim myśleć, o Adonisie, który siedział obok niej i podając jej kieliszek z winem musnął jej palce. Mącił jej w głowie swoim dotykiem i słowami, a ona mimo wcześniejszej złości, nie potrafiła długo się gniewać. Nie na kogoś takiego.
               
                Światło kominka eterycznie oświetlało część pomieszczenia, w której siedzieli na dywanie. Powoli sącząc drugi kieliszek trunku, Fandral dotknął opuszkami palców jedwabnego, bladoniebieskiego ramiączka jej sukni i spuścił je niżej. Nachylił się powoli i złożył delikatny pocałunek na początku jej ramienia, a gdy ona lekko odwróciła się w jego stronę i nie zaprotestowała, pocałował ją trochę wyżej tuż przy wgłębieniu przy szyi. Przymknęła oczy i westchnęła cichutko, odchylając głowę. Jego usta równie delikatnie choć trochę odważniej składały pocałunki na jej szyi, a później rozpoczęły wędrówkę w górę ku jej uchu, które najpierw pocałował, przyprawiając przy tym Raven o dreszcz, a później złapał lekko zębami jego płatek i pociągnął, by następnie złożyć na nim kolejny pocałunek. Jego ciepły język przejechał po całej długości jej ucha, a ręka objęła ją w talii i obróciła twarzą do niego. Sprawnym ruchem położył ją pod sobą na miękkim, białym dywanie i zachłannie objął jej wargi swoimi. Zamruczał, gdy oddała pocałunek i pogłębił go. Rozchyliła nieśmiało usta, a on wprowadził jej język w namiętny, powolny taniec ze swoim.
                Jej dłoń lekko ciągnęła go za blond włosy a druga błądziła po plecach wojownika, którego palce właśnie podnosiły jej suknię i zmierzały coraz wyżej po jej nodze.
                Oderwała się na chwilę od jego ust i zaczerpnęła powietrza.
                - Fandralu, poczekaj – wyszeptała, czując na swojej twarzy jego gorący oddech. – Ja… ja nigdy nie…
                Mężczyzna pocałował ją czule i zapytał:
                - Nigdy nie obcowałaś z mężczyzną?
                Zaciskając wargi, pokiwała delikatnie głową.
                Kolejny pocałunek zatarł wszystko. Pożądanie płonęło w niej i niszczyło wszelkie granice, które tak bardzo chciała między nimi utrzymać. Chciała poczuć na sobie jego silne dłonie, które zbadałyby każdy skrawek jej spragnionego dotyku ciała. Przesunęła dłoń po jego lekko zarośniętym policzku, jakby chciała zapamiętać jego rysy. Jego pieszczoty były tak intensywne, że Raven ledwo pamiętała swoje imię.
                Gdy pozbył się jej ubrań, a ona podążyła za jego wprawionymi czynnościami, ich rozpalona, naga skóra ocierała się o siebie, by w końcu złączyć się w jedność. Dziewczyna wbiła paznokcie w jego plecy i przez chwilę poczuła ból. Wojownik widząc, że dziewczyna przygryzała wargę, żarliwie ją pocałował i zaczął się w niej powoli poruszać. Oddychając ciężko, poddała się jego dotykowi i pocałunkom. Właśnie wtedy oddała mu wszystko, co posiadała.

17 komentarzy:

  1. O mój boże!
    To było sama nie wiem... eeh... aż mi odebrało mowie jak zwykle.
    Jak Ty to robisz, pytam się?
    Jestem w szoku.
    Uwielbiam, jestem fanką do samego końca.
    Te słowa Sif, ogólnie jej stan pięknie to opisałaś, wyszło przerażająco z tym krzykiem, z tą krwią z nosa. No i Fandral, na prawdę wydaje się być w porządku ale nie wiem może mi się wydaje... się okaże :).
    Na pewno jest bardzo czarujący i to jak go opisujesz przechodzi najśmielsze oczekiwania. Można się zakochać od samego patrzenia na litery, niebywałe^^.
    Ostatnia scena po prostu mistrzowska. Pięknie ujęłaś ten moment, ten erotyczny a jednak taki czuły klimat. Jestem pod wrażeniem. Brawo, chylę czoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, naprawdę dziękuję za komentarz :3
      Fan jest w porządku... zazwyczaj.
      Ty chylisz mi czoła, a ja Tobie. Jak to jest? :D
      Pozdrawiam,
      Embers

      Usuń
    2. Wiesz,Tobie trzeba chylić czoła, bo piszesz po prostu bardzo dobrze... Od początku mnie urzekłaś.
      A mi to już nie koniecznie. Ja się ciągle uczę. ^^

      Usuń
    3. Hahahaha dobre sobie skromnisiu ;P

      Usuń
  2. Nie wiem czy jest to tylko moje osobiste wrażenie, ale krótko było :/
    Kurczę, jak się czyta takie opowiadania to chce się więcej i więcej XD Przyznam też, że troszkę mało Lokiego było, ale mniejsza z tym...
    Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy i zapraszam do siebie
    kazdymadrugieoblicze.com
    Pozdrawiam,
    Viv

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety było krótko i to jeden z gorszych rozdziałów ;/
      Loki jeszcze będzie, obiecuję ;)
      Dziękuję za komentarz :*
      Pozdrawiam,
      Embers

      Usuń
    2. Bosh, jak ja Ci przed chwilą namarudziłam XD To, że krótko nie zmienia faktu, że wspaniale :)

      Usuń
    3. *wzrusza się, bo ma chu... niefajny dzień* Dziękuję :*

      Usuń
  3. Jaki tam gorszy rozdział dobrze jest mi się podoba.Jak to ujmują moje ziomki "chce więcej,chcę więcej,chcę więcej . . . bd czytać (echo) czytać czytać . . . Czekam na szybki next
    Pozdrawiam R.O.A.H.
    W wolnym czasie zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że wpadłaś ;) i za miły komentarz.
      Pozdrawiam,
      Embers

      Usuń
  4. No kurwa. To się porobiło. O_o

    A już myślałam, że ktoś im może przeszkodzi w ostatniej chwili... ale nie. Współczuję Raven, będzie nieźle wkurzona i zrozpaczona jak Fandral ją zdradzi i zostawi, albo zwyczajnie zobaczy jak się chełpi tym, że mu się oddała. Neh... nienawidzę kobieciarzy. ;_; Biedna Raven.

    Ale i tak ta scena była piękna. ^^ Szkoda, że facet nie ten. ;P
    Czekam na następny i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie ;-; ale z drugiej strony fajnie bajerują... i dla takiego Fandrala... wszystko :D
      Dziękuję ... haahhaa xD tamten facet jest zły :D
      Pozdrawiam
      Embers

      Usuń
  5. No jak to, ja komentuję bardzo intensywnie :D
    Świetnie opisałaś scenę z Sif, Naprawdę, to jak opisałaś widok jej pokoju, jej osoby, całej sytuacji, tego, jak wypowiadała słowa... Może to i nic, ale mi się bardzo podobało.
    Potem ta retrospekcja lub wizja, no cudowna po prostu. Zachwycamy sie dalej! :D
    No i tak... ta scena. Muszę przyznać, że ciekawie to rozwiązałaś, tak myślałam, że bardzo dobrym i ciekawym rozwiązaniem będzie to, że Raven wyląduje w ramionach Fandrala, to takie... oryginalne :) Poza tym bd juz miała jakies doświadczenie, gdy... A nie, stop! Musze przestać, dziwne mysli się mnie trzymają! :D
    bardzo fajnie opisałaś tą sensualną scenkę, naprawdę... bardzo dobrze sobie wszytko wyobraziłam, haha :D Nie no, zginam się w pokłonach.
    jedyny minus jest taki, ze rozdział krótki, ale rozumiem, że pewnie chciałas zakończyć to w takim momencie, w jakim jest zakończony i to jest bardzo dobry moment.
    Dobra, już chyba zmęczona jestem, bo masło maślane zaczynam pisać.
    Matko, co tez wydarzy się w tym następnym rozdziale... Czekam i weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Mam wszystko rozpisane, jakbym sie uparla to i jest czas i nie chce tego konczyc... ale poki co slabo mi idzie jesli chodzi o checi. Mam wrazenie ze schodzi to na dno i nie chce mi sir tego dna poglebiac. Ale pewnie cos wstawie. Nie koncze jeszcze w kazdym razie ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To wiele dla mnie znaczy ;)